Slider

Nie widziałem żony od ponad roku. Ale to ja jestem ojcem… cz.1 (historie z życia wzięte)

Cykl „z życia wzięte”, istniejący już na blogu spadkowym cieszy się dużą popularnością, więc postanowiłam taki cykl wprowadzić także i na ten blog.

Pisałam już o czymś takim jak „domniemanie ojcostwa” . To jest, że ojciec biologiczny to nie zawsze to samo, co „ojciec prawny”…

A skutki takiego domniemania są dość daleko idące.

Oto i pierwsza historia.

Józef K. (lat 30) – historia prawdziwa

„Z Mariolą poznaliśmy się jeszcze na studiach. Właściwie chyba  nie byliśmy dla siebie stworzeni, ale że chodziliśmy ze sobą kilka lat, rodzice zaczęli naciskać na ślub. No więc skoro tak, to się pobraliśmy. Nie było w sumie tak źle, ale… szybko okazało się że mamy różne charaktery i oczekiwania. No i było dość kiepsko z kasą. Po pewnym czasie postanowiłem wyjechać do Londynu, kuzyn szwagra znalazł mi robotę. Mariola została na razie w kraju. Miała dojechać potem, ale tak jakoś wyszło, iż w końcu została w kraju. Widywaliśmy się w sumie dość rzadko, bo szkoda było pieniędzy na przeloty w jedną i drugą stronę. Myśleliśmy nawet o tym, aby to małżeństwo zakończyć, no ale co by ludzie powiedzieli… Więc postanowiliśmy, że jeszcze  trochę pieniędzy odłożę, a potem wrócę do kraju i się zobaczy. Mijały kolejne miesiące.  Doszły mnie słuchy, iż Mariola z kimś się spotyka. Na początku nie wierzyłem i bardzo to przeżywałem, ale niedługo potem poznałem uroczą dziewczynę  o imieniu Pamela… Wtedy pomyślałem, że czas już to nieudane małżeństwo zakończyć i jakoś ułożyć sobie życie na nowo w Londynie.

Mariola chyba na szczęście pomyślała sobie tak samo, bo kilka miesięcy później dostałem przesyłkę poleconą z Polski. W środku był pozew o rozwód. Na szczęście bez orzekania o winie- pisała, że niezgodność charakterów, że nie interesowałem się nią i nie pomagałem w obowiązkach domowych, nie wspierałem i nie miałem dla niej czasu itd. No coś takiego… To raczej ona nie miała czasu dla mnie i  nigdy mi w niczym nie pomagała no i tylko ja zarabiałem na rodzinę, no ale odpisałem w końcu do sądu że na rozwód się zgadzam i nie widzę możliwości powrotu do ponownego pożycia małżeńskiego.

goldener Paragraph

Zapomniałbym o tym wszystkim zupełnie, ale …

Kilka miesięcy potem przypadkowo na jednym z portali społecznościowych natknąłem się na zdjęcie byłej żony z niemowlakiem.

Pomyślałem nawet, że to dobrze, że ułożyła sobie życie.

Chciałem nawet jej pogratulować, ale w sumie pomyślałem, że musiała zajść w ciąże jeszcze przed naszym rozwodem

Wkrótce zapomniałem o całej sytuacji.

Jednak kilka tygodni później zadzwonił do mnie kumpel jeszcze ze szkoły i zapytał, czy wiem iż moja była urodziła dziecko i że dziecko ma moje nazwisko… No tego to nie wiedziałem – i w sumie co mnie to obchodzi? Z tego co wiem, moja była miała zmienić nazwisko na swoje po naszym rozwodzie. No ale przecież nie ja jestem ojcem. No jak mógłbym nim być, skoro ostatnim razem spotkaliśmy się z byłą żoną (nie licząc wizyty w sądzie) gdzieś … ile to było? Na pewno ponad półtora roku, a może i dawniej – i to tylko na przyjęciu urodzinowym u cioci; a przedtem? nawet już nie pamiętam; nie no, to by było niesamowite…

Faktycznie Mariola urodziła dziecko. Mniej więcej 6 może 7 miesięcy po rozprawie rozwodowej… No i naprawdę dziecko miało moje nazwisko. Od pani Halinki dowiedziałem się też, że Mariola rozstała się ze swoim nowym narzeczonym, z którym miała spotykać się prawie niemal odkąd wyjechałem do Anglii  i on podobno nie chce płacić na dziecko.

Postanowiłem, że zadzwonię do Marioli. W końcu była moją żoną i może trzeba jej będzie pomóc.

Właśnie miałem do niej napisać. Postanowiłem też, że czas załatwić resztę formalności i podzielić wspólny majątek. Nie było tego sporo, ale trzeba to załatwić. Więc od razu bym coś w tej kwestii zaproponował.

Właśnie i tak miałem lecieć do Polski, na urodziny wujka Mietka. Pomyślałem, że dobrze będzie skonsultować ten podział majątku z prawnikiem.

Zadzwoniłem do znajomego adwokata i umówiłem się na spotkanie. Szybko omówiliśmy kwestię podziału majątku. Już miałem wychodzić, ale jeszcze wspomniałem o tym dziecku i że podobno jego ojciec nie chce płacić alimentów.

Prawnik zapytał, kiedy dziecko się urodziło, a potem zrobił dziwną minę, aż się zaniepokoiłem.

A potem powiedział mi COŚ, czego nigdy bym się nie spodziewał…

Po tym, co usłyszałem nie mogłem dojść do siebie.

Wniosłem pozew. A następnie rozpoczął się PROCES. (ciąg dalszy nastąpi)

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: