Slider

Chyba już wspominałam, że rozwód to nie to samo co stwierdzenie nieważności małżeństwa? I tak się składa, iż w Kościele rozwodów nie ma, jest natomiast w pewnych określonych  przepisami sytuacjach możliwość wnoszenia o stwierdzenie nieważności. Wiem, określenie „rozwód kościelny” jakoś się przyjęło w języku potocznym (w tajemnicy powiem, iż czasem także prawnicy posługują się tym nie do końca poprawnym, ale znacznie krótszym

Pamiętacie pierwszą część wpisu dotyczącego „rozwodów kościelnych”? Zapewne tak, ale jeśli nie, to znajdziecie go dokładnie tutaj.

Pamiętacie też w tej sytuacji zapewne Bartłomieja Barańczuka – adwokata kościelnego i autora bardzo ciekawego bloga poświęconego właśnie temu, jak przebiega procedura tego stwierdzania nieważności i w jakich sytuacjach w ogóle można takie postępowanie zainicjować.

Pierwszy wpis gościnny spowodował wysyp dalszych pytań. Jedno z ciekawszych zagadnień dotyczyło tego, co w sytuacji gdy jedna ze stron umiera zanim takie postępowanie się skończy.

W takiej sytuacji nie mogłam zrobić nic innego jak tylko dopytać o interesujące Was kwestie:

Czy możliwe jest wniesienie sprawy o orzeczenie nieważności małżeństwa po śmierci jednego
małżonka?

Przepisy prawa kanonicznego zawarte tak w samym kodeksie prawa kanonicznego (KPK), jak i w innych instrukcjach procesowych, regulują sytuację wszczynania procesu o nieważność małżeństwa w sytuacji, gdy nie zostało ono zaskarżone za życia obydwu małżonków. Bez wątpienia wnoszenie sprawy o nieważność małżeństwa w sytuacji śmierci jednego lub obojga małżonków jest sytuacją wyjątkową. Jednak nie zmienia to tego, że jest to kwestia istotna. Zawarcie małżeństwa – rozumiane jako fakt prawny – nie podlega modyfikacji z chwilą śmierci jednego z małżonków, choć sam węzeł zostaje oczywiście rozwiązany. Okoliczność śmierci jest wprost uznana w KPK jako jedyna możliwość rozwiązania małżeństwa zawartego i dopełnionego. Mówię o tym, gdyż wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa nie jest podstawą do uznania, że małżeństwo zostało rozwiązane, ale że nigdy nie zaistniało.

Można zadać sobie pytanie, po co rozpoczynać proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa w sytuacji, gdy jeden z małżonków zmarł, np. po orzeczeniu rozwodu cywilnego, ale przed rozpoczęciem procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Przecież tak po ludzku
– i z przekąsem – problem rozwiązała za nas natura. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której żyjący małżonek jest na tyle głęboko przekonany o nieważności swojego małżeństwa, że będzie chciał udowodnić tę kwestię na forum kościelnym.

Jednak czy zawsze może to zrobić? Czy sama jego wola jest tutaj wystarczająca do wszczęcia procesu? Jak przeprowadzić postępowanie dowodowe?

Tutaj wchodzimy już w zagadnienie, które wcześniej delikatnie nakreśliłem. Mianowicie, zasadą jest, że po śmierci jednego lub obojga małżonków małżeństwo nie może być zaskarżone. Zatem przedmiot naszej rozmowy – wszczynanie procesu po śmierci – stanowi odstępstwo. Sąd kościelny może przyjąć skargę złożoną po śmierci małżonka tylko wtedy, gdy kwestia dotycząca ważności małżeństwa ma charakter przedprocesowy dla rozwiązania innego sporu, bądź na forum kanonicznym, bądź na forum świeckim. Przekładając to na nasze. Załóżmy, że małżonek Kowalski umiera, ale Pani Kowalska chce wnosić proces o orzeczenie nieważności małżeństwa. Będzie mogła to zrobić, ale tylko wtedy, gdy najpierw wykaże przed sądem, że wynik tego postępowania jest jej niezbędny do poprowadzenia innego sporu (niezależnie czy będzie się on toczyć przed sądem kościelnym, czy też państwowym). Istotnym utrudnieniem jest to, że przepisy kodeksu nie wprowadziły żadnych postanowień uszczegóławiających, dzięki którym łatwiej byłoby nam ustalić jakiego typu lub rodzaju winna być ta „inna sprawa”. W takiej sytuacji każdorazowo należy przeprowadzać ocenę sytuacji zainteresowanego.

Idźmy dalej. Przyjmijmy, że udało nam się przekonać sąd, że należy przeprowadzić proces o nieważność małżeństwa pośmiertnie. W tym momencie pojawiają nam się kolejne schody – i to wysokie. Przecież małżeństwo kanoniczne cieszy się przychylnością prawa. Oznacza to, że jeżeli nie udowodnimy przed sądem jego nieważności, to nadal będzie postrzegane jako ważnie zawarte. Mając świadomość, że przynajmniej jedna ze stron z przyczyn naturalnych będzie nieobecna
w procesie, należy bardzo rozważnie ocenić kwestię zakresu sporu, tytułów nieważności a co za tym idzie dowodów, które będziemy przedstawiać sądowi (truizmem będzie wskazanie, że oprócz dowodów za nieważnością małżeństwa musimy wykazać nadto, że nasz małżonek faktycznie zmarł). Pół biedy, jeżeli nasz zmarły brał czynny udział w sprawie rozwodowej i już tam udało nam się zgromadzić obszerny materiał dowody, który będzie przydatny również w procesie kanonicznym (np. bardzo bogata dokumentacja medyczna sięgająca jeszcze czasów przedślubnych). Dużo trudniej będzie nam przeprowadzić taki specyficzny proces jeżeli sprawa rozwodowa trwała przysłowiowe piętnaście minut, nie żądaliśmy wydania wyroku rozwodowego
z orzeczeniem winy za rozkład pożycia, a w związku z tym nie ma w aktach nawet pół wartościowego dowodu. Przebieg postępowania dowodowego – jak w każdej sprawie – uzależniony będzie od zgłoszonego przez nas tytułu nieważności. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że gdy Pani Kowalska będzie podnosiła niezdolność zmarłego z przyczyn znajdujących swoje usprawiedliwienie w jego zdrowiu psychicznym, to w trakcie postępowania odpada bardzo istotny dowód – opinia biegłego odpowiednie specjalizacji. Dlatego też w takiej sytuacji – ale i generalnie –  tj. gdy nie będzie można skonfrontować naszych zeznań oraz zeznań ewentualnych świadków ze stanowiskiem zmarłej (czy też nieobecnej) strony, warto jest posiłkować się dowodami
z dokumentów.

Wobec powyższego z jakich tytułów wnosić sprawy o nieważność małżeństwa pośmiertnego?

Jest to oczywiście sprawa indywidualna. Jednak szczególnie przy takiej specyfice postępowania należy szukać przyczyn nieważności tam, gdzie będzie nam najłatwiej w kontekście postępowania dowodowego. Z przyczyn naturalnych łatwiej będzie zaskarżyć małżeństwo ze względu na tytuł leżący po stronie małżonka żyjącego – złoży zeznania pod przysięgą, czy też zostanie przebadany przez biegłego. Jednakże, gdy historia małżeństwa nie daje nam do tego podstaw, to w sposób rozważny należy wskazywać tytuły nieważności leżące po stronie zmarłego małżonka. Zaś przede wszystkim należy mieć na względzie, aby tak przy zakreślaniu przedmiotu sporu, jak i w toku samego postępowania, nie opierać się na własnym widzi mi się albo makiawelicznym kalkulowaniu, ale starać się jak najlepiej przełożyć fakty na wymagania stawiane przez przepisy.

Czy fakt, że ten żyjący małżonek jest w nowym związku cywilnym i ma z tego związku dzieci ma tu jakiekolwiek znaczenie?

W sprawach o orzeczenie nieważności małżeństwa dla sądu kościelnego nie ma znaczenia to czy ktoś pozostaje obecnie w innym związku niesakramentalnym, czy posiada z niego potomstwo. W tego typu sprawach priorytetem jest okres przedślubny, oczywiście w odniesieniu do małżeństwa kościelnego, które ma być przedmiotem postępowania (aby nie mylić z okresem przedślubnym
w kontekście np. drugiego związku cywilnego).

Dlatego też sąd – choćby po ludzku było sędziemu zwyczajnie szkoda, że zainteresowany żyje obecnie w sytuacji nieregularnej – bez dowodów przemawiających za nieważnością małżeństwa nie może wydać wyroku korzystnego dla zainteresowanych.

Co w sytuacji gdy jedna ze stron umiera w trakcie postępowania? Czy sprawa toczy się dalej
i kto ewentualnie wstępuje w miejsce tego zmarłego małżonka?

Jeżeli nasza Pani Kowalska miałaby na tyle dużo szczęścia, że zdążyłaby złożyć do sądu kościelnego skargę o nieważność małżeństwa za życia Pana Kowalskiego, to już nie musiałaby wykazywać przed sądem, że przeprowadzenie tego postępowania jest potrzebne do wszczęcia innej sprawy.

[kliknij aby kontynuować…]

Pamiętasz jeszcze, że w Kościele… nie ma rozwodu? Pewnie tak, jeśli czytałeś ostatni wpis gościnny. Od czasu jego publikacji upłynęło już sporo czasu, a wpis ten w dalszym ciągu cieszy się sporym powodzeniem. Dlatego też już niedługo, a właściwie to jeszcze w tym tygodniu będzie kontynuacja wpisu.

Tak- nie ma rozwodu, ale jest stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Procedura trwa jednak często dłużej niż sprawa przed sądem cywilnym.

Niestety zdarza się, iż jedna ze stron takiego postępowania umrze, zanim się takie postępowanie zakończy.

Czy zastanawiałeś się co w takiej sytuacji?

W sprawie cywilnej to proste: jest w kodeksie postępowania cywilnego przepis, który stanowi o umorzeniu postępowania.

A jeśli chodzi o procedurę przed sądem kościelnym?

Zachęcam do zaglądania na blog i lektury wpisu gościnnego.

Niestety tak to już jest, iż wnosząc do sądu jakąkolwiek sprawę trzeba liczyć się z koniecznością uiszczenia opłaty. czasem to opłata stała, a czasem – jak to najczęściej jest w sprawach o zapłatę – zależna od wartości przedmiotu sporu, czyli od tego, jakiej kwoty domagasz się od strony przeciwnej. No i właśnie w przypadku rozwodu „od zawsze” była to kwota stała i wnosiła 600 zł.

Dlaczego jednak piszę, iż była to kwota stała 600 zł?

Ok, jeszcze wciąż teraz w pierwszej połowie grudnia to dalej jest 600 zł.

(wiadomo, zawsze dla kogoś będa to „grosze”, a kogoś innego całkiem spora kwota)

Ale – jak być może już słyszałeś: pojawiły się projekty, aby kwota ta uległa zmianie, czyli prościej rzecz ujmując aby ten, kto chce wystąpić z pozwem do sądu musiał zapłacić więcej. I to znacznie więcej.

Czy tak finalnie będzie? Na razie nie wiadomo. Nie spodziewaj się jednak, iż wysokość opłaty zostanie obniżona.

Jak tylko projekt stanie się rzeczywistością, od razu napiszę o tym na blogu.

Czy wyższa opłata spowoduje, iż rozwodów będzie mniej? Tzn. iż ktoś kto zamierza się rozwieść i wie, że małżeństwa już nie uratuje, zrezygnuje z rozwodu tylko ze względu na podwyższoną opłatę?

Bo musisz wiedzieć, iż obecnie spraw rozwodowych  jest naprawdę dużo – to dziesiątki tysięcy spraw rocznie.

Jeśli więc rozważasz złożenie pozwu, to pamiętaj –  taniej nie będzie.

(no nie, nie mówię żebyś się decydował na rozwód tylko dlatego, iż w przyszłości opłata sądowa zapewne wzrośnie…)

Reasumując: jest 600 zł, a co będzie to na razie nie wiadomo.

I tak – projekt zmian dotyczy nie tylko opłat w sprawach o rozwód.

I jeszcze na koniec: opłata to 600 zł. ale zgodnie z treścią przepisów ustawy o kosztach sądowych – jeśli rozwód przebiegnie bez orzekania o winie – i tak właśnie będzie w wyroku sądowym – iż sąd rozwiązuje małżeństwo przez rozwód bez orzekania o winie stron, to „w nagrodę” połowę uiszczonej opłaty czyli kwotę 300 zł. dostaniesz z powrotem.

Jak już wiesz, w sprawie o rozwód, gdy małżonkowie mają wspólne małoletnie dzieci sąd orzeka o władzy rodzicielskiej i kontaktach z dziećmi (czyli jak będa wyglądać spotkania dziecka z rodzicem, z którym nie będzie już mieszkać)

I tak : dobrze się domyślasz : w zdecydowanej większości przypadków dzieci zostają z matkami, a ojcowie zobowiązani są do płacenia alimentów.

Powody takiej sytuacji pewnie są różne, gdyż jak wiadomo każda sytuacja jest inna.

Ale… czy ojcowie faktycznie walczą o przyznanie im opieki nad dziećmi?

To znaczy czy naprawdę chcą i próbują przekonać sąd, że dzieciom będzie lepiej z nimi niż z matkami?

Jak to jest : jak często ojcowie naprawdę walczą, a jak często nawet nie próbują walczyć, gdyż z góry zakładają porażkę?

A może ojcowie (a przynajmniej część z nich) tak naprawdę wolą aby dzieci po rozwodzie mieszkały ze swoimi mamami? Np. dlatego, iż tak jest im po prostu wygodniej?

Czy to, iż mężczyzna po rozwodzie ma nową rodzinę/ w trakcie sprawy o rozwód jest już w nowym związku  ma jakiś wpływ na to, czy walczy o dzieci z poprzedniego związku? A może to jest tak, iż gdy taki mężczyzna rozstaje się z żoną, to jest to dla niego równoznaczne z porzuceniem dzieci?

Jak to naprawdę jest?

Masz tu jakieś swoje doświadczenia?

A może (jako mężczyzna)  uważasz, że po prostu dziecku zawsze lepiej będzie z matką?

Wiadomo – każda sprawa jest inna i postępowanie dowodowe przed sądem ma duże znaczenie.

ALE. jeśli jesteś naprawdę przekonany, iż dzieciom będzie lepiej z Tobą (jako ojcem), a nie z ich matką, a porozumienie np. co do opieki naprzemiennej nie jest możliwe, to chociaż podejmij próbę walki i pokaż jak Ci zależy. TAK. Wiem jak trudne to są sprawy i nie będzie łatwo. Nie myśl, iż jesteś na przegranej pozycji jako ojciec. (tak, naprawdę wiem jakie są statystyki) ale też naprawdę wiem z doświadczenia, iż są to sprawy, które mimo wszystko można wygrać.

Czy można się rozwieść na pierwszej rozprawie? Czy w sprawie o rozwód sąd może wydać wyrok po przeprowadzeniu tylko jednaj rozprawy?

Tzn. czy pierwsza rozprawa może być jednocześnie tą ostatnią?

Jak pewnie już wiesz, w sprawie o rozwód sąd orzeka o winie w rozpadzie pożycia – jeśli chociaż jedna strona chce orzekania o winie. Jeśli żadna ze stron nie chce „wyciągania brudów” i obie strony godzą się na rozwód „bez winy” to jak najbardziej sprawa może zakończyć się na pierwszej rozprawie.

Rozwód na pierwszej rozprawie?

Ale w sprawach o rozwód  sąd orzeka też o władzy rodzicielskiej nad wspólnymi dziećmi stron i kontaktach dziecka z tym z rodziców, z którym nie będzie już mieszkać.

Czy jest więc możliwe, iż sąd orzeknie rozwód na pierwszej rozprawie jeśli małżonkowie mają wspólne małoletnie dzieci?

Nie będę dłużej trzymać Cię w niepewności: tak to możliwe.

Oczywiście możliwe wtedy, gdy rodzice są zgodni co do kwestii związanych z dziećmi.

(jeśli nie są i każdy z rodziców kwestie dotyczące np. kontaktów z dzieckiem po rozwodzie widzi zupełnie inaczej, to potrzebne będzie postępowanie dowodowe, co oznacza, iż sprawa potrwa wiele miesięcy, a może i tzw. całe lata – tak wzywanie i przesłuchiwanie świadków oraz sporządzanie opinii przez biegłego psychologa to nie jest kwestia kilku tygodni)

Zgoda rodziców co do ważnych kwestii

Aby sąd mógł na pierwszej rozprawie tę sprawę skończyć, rodzice nie mogą pozostawać w konflikcie, jeśli chodzi o istotne sprawy dziecka.

Najlepiej w takiej sytuacji- aby umożliwić sądowi jak najszybsze zakończenie całej sprawy – przedstawić sądowi pisemne porozumienie dotyczące kwestii związanych z wychowaniem dzieci.

Nie ma jednego wzoru takiego porozumienia (nazywanego też czasem planem wychowawczym)

Dużo zależy od wieku dziecka – zazwyczaj im dziecko młodsze, tym więcej spraw wymaga uregulowania i doprecyzowania – zwłaszcza jeśli chodzi o sposób uregulowania kontaktów z dzieckiem.

Nie jest jednak tak, iż przeprowadzanie takich dowodów jak opinia psychologa jest niezbędne w każdej sprawie.

Co więcej: nie zawsze niezbędne jest też słuchanie świadków.

Wiem, ponieważ sama miałam całkiem sporo takich sytuacji kiedy sąd orzekł rozwód na pierwszej rozprawie w sytuacji gdy strony miały małoletnie dzieci…

Wspominałam już kiedyś, iż sprawy o rozwód mogą trwać długo? A gdy małżonkowie domagają się orzekania o winie drugiej strony to nawet dłużej niż długo? (na marginesie : nawet gdy małżonkowie chcą się zgodnie rozwieść, to w niektórych sądach na termin rozprawy trzeba czekać ponad pół roku)

Zasadą jest, iż z datą zawarcia małżeństwa powstaje wspólność ustawowa. I (zdecydowana) większość małżeństw przy takim ustroju majątkowym pozostaje. Oczywiście – można w kancelarii notarialnej podpisać umowę o rozdzielności majątkowej. Ale… po ślubie mało kto o tym myśli, a gdy sprawa rozwodowa jest już w toku, szansa na porozumienie w kwestii ustroju majątkowego dramatycznie spada.

Tymczasem wiesz już, że małżeństwa nie da się uratować, może nawet od dawna nie mieszkacie razem i od pewnego czasu jesteś już w nowym związku?

Życie pisze różne scenariusze. czasem ludzie rozwodzą się dopiero po kilku latach faktycznej separacji czyli zupełnie osobnego życia.

I zdarza się tak, iż to jeden z małżonków otrzymuje znacznie wyższe wynagrodzenie za pracę niż drugi i postanawia – całkiem zresztą rozsądnie-przeznaczyć wolne środki na zakup mieszkania.

Wiadomo – różne są sytuacje.

Ale jeśli zapytasz prawnika czy możesz kupić sobie (dla swojej nowej rodziny) mieszkanie jeszcze przed rozwodem, to bądź przygotowany, iż prawnik będzie dopytywał o źródła finansowania tego zakupu.

Na marginesie : a  może pozostajesz formalnie w związku małżeńskim, rozwód trwa długo, a Ty od dawna jesteś w nowym związku i chcecie oboje (Ty i nowy partner czy nowa partnerka) kupić wasze pierwsze wspólne lokum nie czekając na jakiś rozwód? No to się dwa razy zastanów.

Odpowiedź, jaką usłyszysz od prawnika, może brzmieć: „to zależy”. Zależy z jakich środków ma być dokonany ten zakup. Jeśli dostałeś darowiznę od rodziców, albo odziedziczyłeś dolary po wujku z Ameryki to Twoja sytuacja jest korzystniejsza niż wtedy, gdybyś zamierzał mieszkanie to sfinansować z pieniędzy pochodzących z otrzymanego wynagrodzenia za pracę

Wiadomo – różne są sytuacje

 ale pamiętaj:

  • podczas trwania sprawy o rozwód formalnie jesteście jeszcze małżeństwem- aż do czasu gdy wyrok w sprawie o rozwód będzie prawomocny
  • jeśli nie zawieraliście umowy w przedmiocie rozdzielności majątkowej- to macie w małżeństwie ustrój wspólności ustawowej
  • wynagrodzenie za pracę to co do zasady majątek wspólny
  • oprócz majątku wspólnego są też majątki osobiste małżonków
  • pieniądze/przedmioty otrzymane na podstawie umowy darowizny czy też odziedziczone w spadku – to co do zasady majątek osobisty

Chcesz kupić mieszkanie pozostając jeszcze w związku małżeńskim, choćby tylko formalnie nawet w sytuacji gdy żyjecie osobno od kilku lat? Lepiej zapytaj prawnika czy to naprawdę dobry pomysł; niestety możesz się mocno zdziwić/ rozczarować gdy później przyjdzie do sprawy o podział wspólnego majątku.

Wina w rozwodzie a sprawa o podział majątku

Często klienci pytają mnie czy warto walczyć o winę drugiej strony. Oczywiście jak w znaczącej większości  przypadków odpowiedź brzmi : to zależy. Zależy dlaczego chcesz walczyć i do czego ta „wina” jest Ci potrzebna. Rozumiem, iż są kwestie emocjonalne. Nie możesz mu/jej wybaczyć, nigdy nie darujesz tego co ci zrobił/zrobiła, nie możesz się pogodzić z tym co się stało (ok, może też tak być, iż współmałżonek dopuścił się tak ciężkiego przewinienia, iż tego orzeczenia winy wymaga po prostu poczucie sprawiedliwości)

Ale wspomniane powyżej kwestie to nie to o czym dziś chcę powiedzieć.

Po sprawie o rozwód najczęściej strony decydują się podzielić wspólny majątek (prędzej czy później pewnie stanie się to pewnie koniecznością).

I w takiej sprawie o podział wspólnego majątku sąd może ustalić, iż udziały stron w tym wspólnym majątku nie są równe. Czyli np. udział męża to 1/3, a żony 2/3.

I tu właśnie pojawia się pytanie:

Czy jak już po całych latach walki o winę udało się ten „rozwód z winy” wywalczyć, to czy da mi to przewagę w sprawie o podział wspólnego majątku?

Otóż tak to nie działa. Sprawa o podział majątku to zupełnie nowa, odrębna sprawa niż sam rozwód.

Nic tu nie działa z automatu. To że ktoś jest winny jeśli chodzi o rozpad małżeństwa, nie oznacza jeszcze, iż mają miejsce wspomniane w treści przepisu art. 43 k.r.o. „ważne powody” aby ustalone zostały nierówne udziały we wspólnym majątku. Nie jest tak, iż ten „niewinny” małżonek jest uprzywilejowany w sprawie majątkowej.

Tak więc jeśli zamierzałeś walczyć o winę tylko po to, aby w przyszłości uzyskać korzystniejsze dla siebie rozstrzygnięcie w sprawie o podział majątku, to przemyśl to raz jeszcze.

Na koniec tylko przypomnę : w każdej sprawie czy to o rozwód czy o podział majątku ważne są dowody.

Wakacje.

Wakacje. Ze względu na tę okoliczność krótka przerwa w prowadzeniu bloga. Ale spokojnie. Wpisy powrócą. Niestety tak już jest, iż to co dobre szybko się kończy, więc nowe wpisy będą szybciej niż myślisz. I tak: ze względu na całkiem sporą liczbę pytań: będzie coś o podziale wspólnego majątku.

Wiadomo: alimenty zasądzone a faktycznie zapłacone to jeszcze nie to samo.

Zdarza się (wcale nierzadko) iż uprawniony do alimentów ma co prawda korzystny dla siebie wyrok i … to wszystko co zostaje po trwającym często dość długo procesie. A taki zobowiązany do płacenia- no właśnie. Nie za bardzo się przejmuje, że dziecko pozostaje bez środków na realizację podstawowych potrzeb.

Niestety (jak powszechnie wiadomo) wielu ojców (ok, osób zobowiązanych do płacenia alimentów) tego nie robiło – pomimo oczywistych możliwości zarobkowych.

I niestety cierpiały na tym dzieci.

Art. 209 w kodeksie karnym był już wcześniej. I były nawet postępowania w sądzie prowadzone w oparciu o ten przepis. Ale od (bardzo) niedawna przepis ten ma nowe brzmienie.

A oto i ten właśnie artykuł:

§1. Kto uchyla się od wykonania obowiązku alimentacyjnego określonego co do wysokości orzeczeniem sądowym, ugodą zawartą przed sądem albo innym organem albo inną umową,jeżeli łączna wysokość powstałych wskutek tego zaległości stanowi równowartość co najmniej 3 świadczeń okresowych albo jeżeli opóźnienie zaległego świadczenia innego niż okresowe  wynosi co najmniej 3 miesiące, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności

dalej mamy § 1a :

Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 naraża osobę uprawnioną na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Czyli (teoretycznie przynajmniej) kary całkiem surowe.

Celem zmiany było „zachęcenie” zobowiązanych do płacenia alimentów do tego, aby terminowo te alimenty płacili.

(kiedyś – jeszcze nie tak dawno w przepisie nie było mowy tak konkretnie o równowartości trzech świadczeń okresowych czy opóźnieniu o co najmniej trzy miesiące; wcześniej przepis posługiwał się dość mało konkretnym słowem „uporczywie” – mniej więcej było to tak  „kto uporczywie uchyla się od ciążącego na nim obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie…”)

Czy ten cel po nowelizacji zostanie zrealizowany?

Czy osoby zobowiązane do płacenia alimentów na dzieci „wystraszą” się przepisów w takim brzmieniu?

Cóż. Pewnie nie wszyscy. (raczej niestety nie)

Mam jednak nadzieję, że sytuacja w kwestii płacenia alimentów na dzieci ulegnie poprawie…

(o kwestii wszczynania takich postępowań będzie odrębny wpis)

Popularne wpisy na blogu. Top 7

Blog o rozwodzie istnieje już całkiem długą chwilę.

Artykułów pojawiło się na blogu sporo – były dłuższe i krótsze, bardzo merytoryczne i te trochę mniej.

Niektóre miały sporo odsłon, inne trochę mniej.

(to chyba całkiem naturalna sprawa jeśli chodzi o prowadzenie bloga, prawda?)

Blog istnieje już od kilku lat i mam nadzieję, że jeszcze przynajmniej przez kilka będzie istniał:)

(przynajmniej taki jest plan)

Jeśli chodzi o te wpisy, które były czytane częściej niż pozostałe:

Tego w sumie to się spodziewałam:

Wiele osób chciałaby wiedzieć:

Jak napisać pozew o rozwód?

(naprawdę – dobrze napisany pozew to bardzo ważna sprawa)

 

Czy rozwód  z orzeczeniem o winie drugiej strony to dobry pomysł? Czy warto?

Rozwód z orzekaniem o winie czy bez orzekania?

(a może jednak lepiej rozwód „za porozumieniem”?)

 

Bardzo często czytelnicy chcą wiedzieć

Ile czasu potrwa sprawa rozwodowa?

(niestety to jedno z tych pytań, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ czas trwania postępowania o rozwód zależy od wielu czynników)

Kiedy strony biorą ślub, powstaje z mocy prawa wspólność ustawowa. Wspólność ta ustaje wraz z prawomocnością wyroku w sprawie o rozwód. Ale czy musi istnieć przez cały okres małżeństwa?

Rozwód a rozdzielność majątkowa

Zdrada i orzekanie o winie zawsze wiążą się z silnymi emocjami:

Czy zdrada zawsze oznacza rozwód z winy zdradzającego?

(niestety – nie jest to takie proste, nie mówiąc już o tym, że swoje twierdzenia trzeba przed sądem udowodnić)

 

Ważna kwestia to oczywiście alimenty:

Istotna rzecz to złożenie pozwu we właściwym sądzie:

Pozew o alimenty.Do jakiego sądu należy go złożyć?

 

Dla wielu osób ta informacja była zadziwiająca:

Rozwód a domniemanie ojcostwa 

(tak: jeśli dziecko urodzi się w czasie trwania małżeństwa, albo przed upływem 300 dni od jego ustania to ojcem dziecka jest …)

Przez te lata pisałam już (prawie) o wszystkim, co się z rozwodem wiąże.

Ale może coś pominęłam, albo coś wymaga dodatkowych wyjaśnień? (ok, pewnie tak)

Jeśli tak właśnie uważasz, to napisz w komentarzach. 🙂

Cóż – zawsze pozostaje pisanie o zmianach w prawie.

(uwaga: zapowiedź – pewnie słyszałeś, iż ostatnio coś się tam zmieniło, jeśli chodzi o alimenty – zwłaszcza konsekwencje braku ich płacenia przez zobowiązanego?)