Slider

To chyba jedno z tych pytań, które dość regularnie pojawiają się w mailach.

A skoro tak już jest, to postanowiłam odpowiedzieć w treści wpisu.

Najczęściej tak jest, iż wraz z podjęciem decyzji o rozwodzie jedna ze stron wyprowadza się ze wspólnego mieszkania.

Ale często nie znaczy przecież zawsze.

Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, iż małżonkowie mieszkają  ze sobą tylko dlatego, iż ani mąż, ani żona nie ma możliwości, aby się wyprowadzić, a wszystkie uczucia, które kiedyś ich łączyły dawno wygasły (co więcej – oboje są pewni, iż poza tym wspólnym mieszkaniem nic ich już nie łączy)

Warunkiem, aby sąd uwzględnił powództwo i orzekł o rozwodzie jest zupełny i całkowity rozkład pożycia.

(nie ma przepisu, który by stanowił, iż w chwili wnoszenia pozwu  małżonkowie muszą mieszkać osobno)

Wiem, że to już kiedyś mówiłam, ale… każda sprawa jest inna. Widać to w szczególności w sprawach rodzinnych.

Sam tylko fakt, iż małżonkowie ze sobą mieszkają nie oznacza jeszcze, iż małżeństwo „normalnie” funkcjonuje, a męża i żonę łączą głębokie więzi.

Jeśli więc chcesz wnieść pozew do sądu, a jedyna Twoja obawa to to, iż mieszkacie jeszcze razem, to tak – możesz taki pozew w sądzie złożyć.

Pamiętaj tylko, iż musisz starannie swoje żądanie rozwodu uzasadnić i przekonać sąd, iż ten rozkład pożycia faktycznie nastąpił i nie ma już szans, aby małżonkowie ponownie podjęli „normalne” pożycie.

Kwestia ta przez pewien czas nie była jasna.

Wynikały stąd obawy wielu osób w kwestii składania wniosków o przyznanie świadczeń.

(całkiem zresztą zrozumiałe)

ALE teraz, skutkiem niedawnej nowelizacji przepisów, sprawa jest już jasna (no, przynajmniej w teorii)

Art. 135 k.r.o. (par. 3) wyjaśnia, co (jakie świadczenia) nie wpływa na zakres świadczeń alimentacyjnych.

I tak – właśnie to świadczenie jest wymienione w treści tego paragrafu.

Do kwestii alimentów wrócimy wkrótce.

Po wakacjach pojawią się też nowe zagadnienia dotyczące prawa rodzinnego

Jak już o tym mówiłam, wraz z prawomocnym wyrokiem rozwodowym powstaje rozdzielność majątkowa – z mocy prawa. Ale dziś nie o tym. (to znaczy nie tak bezpośrednio o tym, bo ta rozdzielność jednak ma jakieś znaczenie)

Czy wraz z zakończeniem – często bardzo długiego – procesu w sprawie o rozwód można być pewnym, iż „nikt już od nas nie będzie niczego chciał” i teraz wszystko będzie dobrze?

Cóż, prawie tak… (a jak wiadomo „prawie” robi jednak pewną różnicę)

I nie mam tu na myśli tego, iż po sprawie rozwodowej przychodzi czas na sprawę o podział wspólnego majątku, która to sprawa może trwać (i często tak jest w praktyce) znacznie dłużej niż sam rozwód.

Otóż oprócz przepisów kodeksu rodzinnego oraz kodeksu postępowania cywilnego jest coś jeszcze. Znaczy inne przepisy, na które powinieneś rzucić okiem, jeśli się rozwodzisz (właśnie rozwiodłeś/ myślisz o rozwodzie)

Ustaw i przepisów jest bardzo wiele, ale jest coś (podstawa prawna)  co dotyczy rozwiedzionych małżonków, a konkretnie odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe, które powstały w czasie, gdy między małżonkami istniał jeszcze ustrój wspólności majątkowej.

I niestety, informacja ta może Cię trochę zmartwić.

Warto jednak wiedzieć, z jakimi ewentualnie problemami może przyjść nam się w przyszłości zmierzyć.

Podstawa prawna to art. 110 ordynacji podatkowej:

„Rozwiedziony małżonek podatnika odpowiada całym swoim majątkiem solidarnie z byłym małżonkiem za zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań podatkowych powstałych w czasie trwania wspólności majątkowej, jednakże tylko do wysokości wartości przypadającego mu udziału w majątku wspólnym.”

Tak właśnie stanowi przepis.

Wiem, że budzi wątpliwości.

I dlatego w tym tygodniu przyjrzymy się orzeczeniom, które zostały wydane przez sądy, aby jego treść podatnikom i rozwiedzionym małżonkom wyjaśnić.

(I jeszcze coś: mówiłam już, iż w czasie trwania małżeństwa można ustanowić rozdzielność majątkową, można też wystąpić do sądu, aby to sąd w wyroku taką rozdzielność ustanowił. A czy można wystąpić o rozdzielność majątkową do sądu, gdy już jest w toku sprawa o rozwód? I czy ma to sens? I co gdy najpierw zapadnie wyrok w sprawie o rozwód? O tym już wkrótce)

Rozwód to sprawa między dorosłymi. Dzieci nie są stroną w sprawie rozwodowej. Przede wszystkim jednak dzieci nie powinny ponosić negatywnych konsekwencji tego, iż dorośli nie potrafią się porozumieć. A to się niestety zdarza. Niestety mają miejsce takie sytuacje, iż rodzice nie potrafią się porozumieć, jeśli chodzi o te „kontakty” z dziećmi po rozwodzie. Co gorsza zdarza się również i tak, iż jedno z rodziców te kontakty drugiemu bardzo mocno utrudnia.

To źle, że takie sytuacje się zdarzają – bo rozwód to naprawdę  sprawa między dorosłymi, a dziecko ma prawo do tego, aby móc utrzymywać więzi z obojgiem rodziców (niezależnie od tego, czy będą oni małżeństwem, czy też nie)

Dziś dwa ciekawe orzeczenia- jedno starsze, drugie trochę młodsze:

1. Uniemożliwienie utrzymania właściwego kontaktu osobistego pomiędzy rodzicem a dzieckiem narusza w zasadzie interes dziecka i może stanowić przyczynę uzasadniającą zmianę prawomocnego postanowienia regulującego wykonywanie władzy rodzicielskiej (to orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 30.08.1977 r. – a więc wydane już wiele lat temu i ciągle aktualne)

2. Matka, która utrudnia lub uniemożliwia kontakty ojca z dziećmi narusza jedno z podstawowych dóbr osobistych człowieka w postaci więzi rodzicielskiej. Jest to więź szczególna, której naruszenie wiąże się ze znacznym cierpieniem psychicznym (to orzeczenie nowsze – bo wydane rok temu w lipcu 2015 przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku)

Ciekawe orzeczenia, nieprawdaż?

I warto się na nie powoływać w postępowaniach przed sądami rejonowymi.

Pamiętaj tylko, że każda sprawa jest inna.

I w każdej sprawie sąd orzeka w oparciu o materiał dowodowy.

Ale jeśli masz akurat taką sytuację, to wiedz, iż takie sprawy były już przez sądy rozpatrywane. I jest całkiem bogate orzecznictwo, na które możesz się powołać – oczywiście nie zaniedbując postępowania dowodowego.

Jest w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym taki przepis:

„osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych”

Pamiętaj o tym- ten przepis naprawdę jest w kodeksie. 🙂

Nie, sąd „rozwodowy” nie orzeka o …

Sąd okręgowy, który orzeka o rozwodzie rozstrzyga też kwestie dotyczące władzy rodzicielskiej nad wspólnymi małoletnimi dziećmi stron, kontaktach dziecka z rodzicem z którym nie będzie już mieszkać i o alimentach na dzieci.

Ale są też rzeczy, o których taki sąd rozstrzygać nie może.

Jeśli regularnie zaglądałeś na blog, to na pewno to wiesz.

Ale nie wszyscy wiedzą – dlatego właśnie o tym piszę.

Otóż w wyroku rozwodowym nie znajdziesz rozstrzygnięcia na temat zmiany nazwiska tj. powrotu do nazwiska noszonego przed ślubem.

Sąd o tym nie orzeka, bo decyzja o tym, by powrócić do wcześniejszego nazwiska należy do małżonka, który w związku ze ślubem nazwisko to zmienił. Zgodnie z art. 59 k.r.o. małżonek taki może w ciągu trzech miesięcy po uprawomocnieniu się wyroku w sprawie o rozwód udać się do USC i powrócić do poprzedniego nazwiska.

 Sąd „rozwodowy” nie może też orzec np. o zaprzeczeniu ojcostwa. Pewnie wydaje Ci się to oczywiste, ale spotkałam się w swojej praktyce z takim pytaniem, dlatego o tym wspominam. Zaprzeczenie ojcostwa to sprawa przed sądem rejonowym. Tylko jeśli myślisz o wystąpieniu do sądu z taką sprawą, pamiętaj o terminach określonych w art. 63 k.r.o.

Rozwód czy separacja?

Oprócz rozwodu w przepisach kodeksu rodzinnego jest coś jeszcze: separacja

I nie chodzi tu o separację faktyczną- kiedy jedna z osób pakuje swoje walizki i się wyprowadza.

Mam na myśli separację jako instytucję prawną, o której orzekają sądy.

Tę, o której mowa w art.  61(1)  kro.

„jeśli między małżonkami nastąpił  zupełny rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd orzekł separację”

Jeśli nastąpił zupełny rozkład.

Czyli – inaczej niż przy rozwodzie – nie musi ten rozkład charakteryzować się trwałością.

A czy sad może o tej separacji nie orzec?

Otóż może.

Pamiętasz, jak pisałam że sąd może „nie dać rozwodu”?

Otóż tej separacji też może „nie dać”

„jednakże mimo zupełnego rozkładu pożycia orzeczenie separacji nie jest dopuszczalne, jeśli wskutek niej miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie separacji byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”

Brzmi podobnie, jak przy rozwodzie, prawda?

A skutki separacji?

Pod wieloma względami są one takie same, jak przy rozwodzie.

Stanowi tak przepis art. 61(4) k.r.o.

„orzeczenie separacji ma skutki takie jak rozwiązanie małżeństwa przez rozwód, chyba że ustawa stanowi inaczej”

Czyli np. jak to orzeczenie sądu dotyczące separacji się uprawomocni, to z mocy samego przepisu ustanie wspólność ustawowa między małżonkami- jeśli taki ustrój wspólności ustawowej małżonkowie mieli w swoim małżeństwie.

O separacji i jej skutkach wkrótce będą kolejne wpisy.

A jeśli chodzi o pytanie: co będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem, to – może się już domyślasz – odpowiedź brzmi : to zależy…

Dziecko w rozwodzie…

Jako, iż mamy 1.czerwca Dzień Dziecka:

Kwestie związane z dzieckiem- ustaleniem jego miejsca zamieszkania, kontaktów dziecka z rodzicem, z którym nie będzie już mieszkać po rozwodzie to sprawy bardzo często budzące najsilniejsze emocje w sprawach o rozwód.

Ale nie musi tak być – można przynajmniej spróbować się porozumieć.

Naprawdę – można chociaż spróbować.

Przeczytaj, bo warto

http://brpd.gov.pl/sites/default/files/dziecko_w_rozwodzie_-_poradnik_dla_rodzicow.pdf

 

 

W wyroku rozwodowym sąd orzeka o tym, w jaki sposób dziecko będzie kontaktować się z tym rodzicem, z którym nie będzie mieszkać. Bywa, iż staje się to najbardziej sporną kwestią związaną z zakończeniem małżeństwa.

Nie chcę w tym wpisie krytykować takiej postawy i pisać dlaczego nie jest to właściwe, bo to temat na zupełnie inny wpis.

Zdarza się jednak (niestety wcale nie tak rzadko) iż te „kontakty” zostały orzeczone przez sąd w wyroku czy postanowieniu, a rodzic, z którym dziecko mieszka niespecjalnie się tym przejmuje i te spotkania dziecka z drugim z rodziców utrudnia, lub wręcz uniemożliwia.

Czy jednak oznacza to, iż rodzic, któremu kolejny raz nie udało się zobaczyć z dzieckiem jest zupełnie bezbronny?

Otóż zupełnie bezbronny to nie jest, bo przepisy dają takim osobom pewną możliwość działania:

Dziś tylko tytułem wstępu, bo temat będzie kontynuowany:

Przepis ten znajduje się nie w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, ale w kodeksie postępowania cywilnego.

Chodzi o art. 598 (15) i dalsze:

§ 1. Jeżeli osoba, pod której pieczą dziecko pozostaje, nie wykonuje albo niewłaściwie wykonuje obowiązki wynikające z orzeczenia albo z ugody zawartej przed sądem lub przed mediatorem w przedmiocie kontaktów z dzieckiem, sąd opiekuńczy, uwzględniając sytuację majątkową tej osoby, zagrozi jej nakazaniem zapłaty na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem oznaczonej sumy pieniężnej za każde naruszenie obowiązku.
§  2. Jeżeli osoba uprawniona do kontaktu z dzieckiem albo osoba, której tego kontaktu zakazano, narusza obowiązki wynikające z orzeczenia albo z ugody zawartej przed sądem lub przed mediatorem w przedmiocie kontaktów z dzieckiem, sąd opiekuńczy zagrozi tej osobie nakazaniem zapłaty oznaczonej sumy pieniężnej na rzecz osoby, pod której pieczą dziecko pozostaje, stosując odpowiednio przepis § 1.
Temat będzie jeszcze przedmiotem dalszych wpisów.

1.Tak – dziecko powinno mieć kontakt z obojgiem rodziców (niezależnie od tego, czy rodzice są małżeństwem, czy tez nie)

2. Napisałam „ona nie daje mi dziecka”, ponieważ najczęściej dziecko po rozwodzie zostaje z matką.

3. Przepis ten ma także zastosowanie w sytuacji, kiedy dziecko mieszka z ojcem, osobą uprawnioną do kontaktów z dzieckiem jest matka, a ojciec te kontakty utrudnia. (też się to w praktyce czasami zdarza)

4. Może tak być, iż rodzice w ogóle nie byli małżeństwem, a sposób kontaktowania się dziecka z drugim z rodziców określony został w orzeczeniu Sądu rejonowego.

5. Tak – każda sytuacja jest inna.(ale to już kiedyś pisałam)

6. Nie pytaj czy występowanie z kolejnym wnioskiem do sądu w ogóle ma sens („to i tak nic nie da”, „ona i tak znajdzie jakiś sposób żeby nie dać mi dziecka” itd./itp.) Być może masz rację. Ale…

Przepisy dają podstawę do wystąpienia z takim wnioskiem do sądu, a skoro tak,to może warto spróbować?

Co to właściwie oznacza, że strony mają różne charaktery?

I czy to wystarczająca przyczyna rozwodu?

I czy trzeba to jakoś przed sądem wykazywać?

Czy sąd będzie sam z siebie poszukiwał dowodów?

Czy często się zdarza, że ludzie w pozwach podają taki powód rozstania?